PSK im. Józefa Bema, Oddział w Dunaújváros

Dunaújváros nie jest miastem bogatym w zabytki historyczne, ale głównie przemysłowym. To właśnie tutaj znajduje się wielki kombinat hutniczy, przy budowie którego zatrudnieni byli także polscy fachowcy. Stąd i polsko-węgierskie rodziny, których tutaj żyje ok. 30. W ubiegłym roku i u nas wybrany został Samorząd Mniejszości Polskiej, dzięki czemu, mając zapewnione pewne środki finansowe, będziemy mogli łatwiej wykonywać postawione sobie zadania kulturalne. Nie znaczy to jednak, że do tej pory nasza Polonia nie była zorganizowana. W 1993 r., a więc dokładnie przed dziesięciu laty, w okresie prezesury Aldony Héjj w Polskim Stowarzyszeniu Kulturalnym im. Józefa Bema powstał u nas Klub Polski, którego zostałam przewodniczącą. Dzięki pomocy pani Aldony, konsula Ambasady RP, Leszka Hensla i niezwykle życzliwie nastawionej do nas przewodniczącej Wydziału Kultury i Mniejszości w Urzędzie Miasta otrzymaliśmy bezpłatne pomieszczenie wespół z Klubem Emerytów. Tu organizujemy wszystkie uroczystości, możemy się spotykać co dwa tygodnie i prowadzić zajęcia szkolne dla naszych dzieci. Teraz odbywa się to już pod patronatem OSMP, ale w 1993 r., gdy szkółka powstała opiekowało się nią naturalnie Stowarzyszenie Bema. Uczyła u nas Elżbieta Stryjniak-Sztankó, która później wyjechała do Pécsu, gdzie pracowała na tamtejszym uniwersytecie, a obecnie po zrobieniu doktoratu jest już asystentką na uczelni w Polsce. Z konieczności więc, mimo że nie jestem z wykształcenia polonistką, uczę w naszej szkółce, sama dokształcając się co roku na Uniwersytetach Letnich w Polsce. W latach 90. dzieci nasze jeździły na kolonie i obozy do Polski, gdzie faktycznie mogły wzbogacać swą znajomość języka. Spośród nich trójka skończyła studia w Polsce i tam rozpoczęła pracę, a dwoje w chwili obecnej jeszcze tam studiuje. Obawiam się, że i oni wybiorą przyszłość właśnie tam. Dwoje na Węgrzech skończyło polonistykę, a pięcioro z języka polskiego zdało egzamin państwowy. Wydaje mi się, że chyba osięgnęliśmy dobry wynik.
W minionym roku niektórzy z tutejszych naszych polonusów wzięli udział w Polskim Balu w Budapeszcie, ale zawsze jednak staramy się zorganizować jakąś atrakcyjną imprezę w siedzibie naszego klubu, aby była ona dostępna dla wszystkich. Na Dzień Matki nasze dzieci są inicjatorami niezapomnianego spotkania, podczas którego recytują polskie wiersze, których nauczyły się w ramach zajęć szkółki polskiej. Co roku w maju spotykamy się na majówce w Adony, gdzie mieszka bardzo sympatyczna rodzina Olszewskich z pięciorgiem dzieci. Wspólnie wówczas gotujemy polskie potrawy, śpiewamy polskie piosenki, tańczymy. Nie zapominamy i o naszych dzieciach w Dniu Dziecka. Co roku budapeszteńska centrala Stowarzyszenia Bema stara się nam zapewnić jakieś fundusze na paczki mikołajowe, które rozdajemy naszym milusińskim podczas uroczystości wigilijnej, kiedy to, podobnie jak Polacy w całym kraju, dzielimy się opłatkiem, wspólnie spożywamy przygotowane przez nas polskie potrawy: barszcz czerwony z uszkami z grzybami, śledzia, pierogi i różne ciasta.

Myślę, że obecnie jako Oddział "Bema" i Samorząd Mniejszości Polskiej, rozporządzając środkami finansowymi, będziemy mogli o wiele częściej brać udział w rozmaitych imprezach kulturalnych w Budapeszcie. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że chociaż niektórzy z nas już od dawna mieszkają na Węgrzech, nie tylko nie wynarodowili się, ale i w swoje dalsze rodziny, znajomych i przyjaciół zaszczepili miłość i sympatię do Polski, i że ciągle aktualne jest powiedzenie: Polak, Węgier dwa bratanki...

Ewa Modrzejewska