|
Byliśmy u Jurka Królikowskiego
Fizycznie nie ma go już od roku, ale wspomnienia po nim pozostały w naszej pamięci. I te wcześniejsze, kiedy spotykaliśmy się często jako tłumacze, i późniejsze, brydżowe. Jest w nich Jurek opowiadający anegdotki, znawca kulisów politycznych, mediator w sporach, pan redaktor i fotograf, czyli Jurek, który zna i poznaje wszystkich. I taki już w naszych wspomnieniach zostanie.
Ela By.
Ani się obejrzeliśmy jak minął rok od chwili, gdy Jurek opuścił nas na zawsze. Wciąż trudno pogodzić się z myślą, że nigdy już Go nie zobaczymy. My, członkowie klubu brydżowego działającego przy Stowarzyszeniu im. J. Bema, odczuwamy Jego brak w sposób szczególny. Jurek był, bowiem, bardzo aktywnym członkiem naszego klubu, rzadko opuszczał czwartkowe spotkania i przychodził na brydża nawet wtedy, gdy nie czuł się najlepiej. Nie zapomnę nigdy ostatniego spotkania z Nim w ostatni czwartek marca ubiegłego roku. Snuliśmy wtedy plany zagospodarowania pieniędzy zbieranych do skarbonki co czwartek z wygranych w brydża. Jurek, wraz z kilkoma z nas, miał ogromną ochotę na wypad do Krakowa do wspólnych znajomych (także członków naszego klubu) na weekendową sesję brydżową. Uzgodniliśmy wtedy, że ostateczną decyzję w tej sprawie podejmiemy w następny czwartek... Los, jednak, zrządził zupełnie inaczej... Dziś spotkania z Jurkiem - na czwartkowych brydżach bądź też w innych okolicznościach - to już tylko wspomnienia, do których często się wraca i to z ogromną sympatią. Gdy zbliżała się pierwsza rocznica Jego śmierci członkowie klubu brydżowego postanowili odwiedzić grób Jurka na cmentarzu w Rákospalota. W imieniu Stowarzyszenia J. Bema odwiedziliśmy w miniony piątek mogiłę Jurka. Złożyliśmy kwiaty i przez kilka minut znów byliśmy razem - szkoda, że tylko duchem.
Jacek Limanowski
zdjęcia: Alfred Wtulich
<<powrót:: |